Dziś ruszamy w góry by dotrzeć na Kinnaroden, przed nami dwa dni marszu z plecakami
Dzień jednak zaczynamy od przyrządzenia tortu urodzinowego dla Klary z rzeczy dostępnych pod ręką czyli gotowy spód, dżem porzeczkowy, serek waniliowy, gruszki i czekolada stopiona na polewę. Zamiast świeczki do zdmuchnięcia na torcie jest trawka. Powstał piękny i jak się okazało pyszny tort turystyczny. Gdy tylko Klara się budzi wyskakujemy z tortem i śpiewamy jej sto lat. Piękny moment.



Po porannych urodzinach, śniadanko, kawałek dojazdu , ale bardzo piękną okolicą której nie widzieliśmy dojeżdżając na nocleg w środku nocy. Oczywiście nie brakuje reniferów 🙂


Ostatecznie docieramy na parking przy małym lokalnym lotnisku gdzie pozostawiamy nasze samochody, robimy szybkie przepakowanie i ruszamy na Kinnaroden.


Szlak okazuje się bardziej wymagający niż się spodziewaliśmy, tempo marszu i zapał są słabe. Po drodze pada propozycja skrótu, po 4,5 km marszu z powrotem jesteśmy w punkcie z którego postanowiliśmy ruszyć skrótem . Przysłowie : kto ścieżki prostuje… Sprawdziło się idealnie. Dalej karnie idziemy już szlakiem, po drodze budując dwie przeprawy z kamienni prze bród na rzekach. Otaczająca nas przyroda jest nie do opisania i nie do oddania na zdjęciach.










Wieczorem około 20:00 jesteśmy kompletnie bez sił i na pierwszym najwyższym szczycie na cyplu ogłaszamy mentalne zwycięstwo – na dotarcie na sam Kinnaroden jesteśmy tym razem za słabi. Natomiast jest muzyka – zanim dotarła ekipa ukryłem w skałach głośnik i dla lepszego puściłem Sleaping Sun , pijemy włoskie Proseko ( nie bez trudu tu przyniesione ) i mamy też dmuchany globus by mieć zdjęcie z globusem – zazdrościmy zdjęć z globusem tym którzy jadą na Nord-Cup, więc rozwiązaliśmy problem swoim własnym ( uważni zauważą na zdjęciu że coś było jednak z nim nie do końca tak jak powinno )

Magiczny moment naszej wyprawy




Chwilę później cofamy się już na polankę gdzie zanocujemy.




