Gdy wszystko idzie nie tak – czasem tylko UBEZPIECZENIE – może wszystko uratować

Ubezpieczenie turystyczne ubezpiecznei na wakacje nie zapomnij o ubezpieczniu bezpieczny pwrot PZU

Ciepłe, leniwe przedpołudnie na Sycylii. Po trzech dniach intensywnego zwiedzania, dziś mamy dzień restu i cieszymy się błogim nic nierobieniem.

Rano jemy powolne śniadanko przed naszym domkiem, i potem relaksujemy się nad basenem, zajadając pyszne arbuzy i melony zapijane delikatnym, schłodzonym Proseco. Jesteśmy w raju. Nagle Piotrek biegnie wzdłuż basenu, po soczek czy melona, potyka się o leżak… leci już w powietrzu…

i uderza głową o słupek podstawy parasola (niestety parasol nie jest wstawiony do rury, która przecina czapkę i skórę głowy Piotrka). Krew tryska na białą kamienną posadzkę wokół basenu. W akompaniamencie wrzasku przerażonego Piotrka, powstaje małe zamieszanie z bieganiną i nerwowym telefonowaniem na numer ratunkowy 112. Całość akcji zwieńcza przyjazd karetki, która zabiera Piotrka. Potem szpital, szycie i …

Ubezpieczenie turystyczne ubezpiecznei na wakacje nie zapomnij o ubezpieczniu 002

Złota myśl. O kurcze zapomnieliśmy o ubezpieczeniu !!

No właśnie – ubezpieczenie. Dopóki nic się nie dzieje, jest zbędne, ale jak coś się wydarzy – to dobrze je mieć.

Mój agent ubezpieczeniowy zawsze gdy kupowałem ubezpieczenie na wyjazd, zaraz po opłaceniu składki, zwykł mówić:

  • No i znowu wywalił Pan pieniądze w błoto. Do zobaczenia przed następnym wyjazdem”.

Lubiłem ten tekst. Fajny sposób na życzenie komuś by nic się nie stało na wyjeździe.

Natomiast jeżeli jedziemy już gdzieś, to trzeba się ubezpieczyć, nawet jeżeli nam się nic nie stanie, to zawsze możemy przypadkiem na stromym górskim szlaku zrzucić komuś kamień na głowę lub nasze dziecko zepchnie z tarasu knajpki donicę, która kogoś zrani. Miejmy nadzieję że tak się nigdy nie stanie, ale ubezpieczenie warto mieć.

A jak my się ubezpieczamy ?

Z reguły korzystamy z dwóch typów ubezpieczeń.

Pierwsze podstawowe ubezpieczenie, które mamy wykupione praktycznie cały czas, to „Bezpieczny Powrót z PZU”.

Obecnie, w mojej ocenie, jest to najlepsze ubezpieczenie dla osób, które dużo podróżują, przy czym warto zaznaczyć, że na to – dużo – w skali roku wystarczy wyjazd wakacyjny na dwa tygodnie, tydzień nart i wypad na święta majowe.

Ubezpieczenie powstało i było dedykowane osobom uprawiającym sporty górskie, ale nawet jeżeli nie jesteś członkiem klubu wysokogórskiego, możesz je nabyć w nieco droższej cenie – która nadal jest atrakcyjna.

Dla przykładu ja, za obecne ubezpieczenie dla czterech osób, zapłaciłem około 800 zł na rok.

Pozornie drogo ale zobaczmy, co zyskujemy:

1- ubezpieczenie obowiązuje przez rok wiec nie martwimy się o to, że zapomnimy się ubezpieczyć, jak nagle wypadnie jakiś wyjazd;

2- ubezpieczenie obejmuje wszystkie sporty, nawet te o podwyższonym ryzyku, jak wspinanie, nurkowanie, turystykę wysokogórską ( za dopłatą działa do wysokości 7800 m.n.p.m. – standardowo do 6500 m.n.p.m. ), surfing, narciarstwo zjazdowe jak i poza trasami;

3 – ubezpieczenie pokrywa koszty akcji ratunkowych , nawet tych z użyciem „śmigła” czy „ważki śmierci” – jak kto woli, generalnie chodzi o helikopter;

4- poosiada pozostałe zalety standardowego ubezpieczenia turystycznego.

Natomiast, jeżeli zsumuje się koszty ubezpieczenia na wakacje – 14 dni , narty w zimie – 7 dni, z poszerzeniem o sporty podwyższonego ryzyka, oraz weekend majowy – 7 dni, np. pod żaglami, znowu z poszerzeniem zakresu standardowego ubezpieczenia i przemnożymy to razy cztery osoby w rodzinie… wyjdzie więcej. A niech po drodze wyskoczy nam wypad na weekend na narty na Słowację, lub inny fajny wypad – nie dochodzą nam koszty i nie musimy zawracać sobie głowy ubezpieczeniem.

Uwaga! Jednak takie nie zawracanie sobie głowy bywa czasem zgubne. Tu wrócę do historii z początku mojego wpisu.

Skończyło mi się ubezpieczenie „Bezpieczny powrót” około marca. Ponieważ miałem jechać dopiero na wyjazd rowerowy w lipcu, stwierdziłem że dopiero wtedy wykupię nowe roczne ubezpieczenie. Przecież w tzw. „międzyczasie” nigdzie nie jadę. W głowie została jednak ta zgubna informacja, że jak zawsze od dwóch lat mam ubezpieczenie. Dlatego gdy padł pomysł majówki na Sycylii, nawet przez myśl nie przeszło mi, że trzeba kupić ubezpieczenie. No aż do momentu, gdy Piotrek jechał już karetką do szpitala, a ja do bankomatu, by przygotować się na uregulowanie pewnie niemałego jak się spodziewałem, rachunku w szpitalu.

Ubezpieczenie turystyczne ubezpiecznei na wakacje nie zapomnij o ubezpieczniu 004
Laurka Piotrka dla Francesco, który mu pomagał.

Ta historia kończy się nam jednak szczęśliwie. Piotrek nie doznał większego urazu poza przecięciem głowy, po którym załatały trzy szwy, po których została mała blizna i świetna historia o dziurze w głowie. Idealna do opowiadania kolegom, gdy przez kilka dni chodził do szkoły ze spektakularnym opatrunkiem w szałowej lokalizacji.

A włoskie pogotowie, ku naszej radości, za całą akcję i udzieloną pomoc nie chciało od nas ani numeru ubezpieczenia, ani nawet jednego euro – super fart !!!

Jednak nie zawsze tak jest, dlatego zawsze trzeba przed wyjazdem sprawdzić, czy mamy aktualne ubezpieczenie, bo nasze całoroczne ubezpieczenie czasem – konkretnie raz w roku – kończy się i trzeba je wznowić, a jak się tego – kiedy wypada jego koniec – nie sprawdzi przed wyjazdem, to znając życie, skończy się w jego trakcie. Bezczelnie – dzień przed wypadkiem, który właśnie w takiej sytuacji się wydarzy, i to nie na trudnej wspinaczce, tylko – by bardziej nas upodlić – dopiero gdy z niej wrócimy i wtedy potkniemy się pod prysznicem w hotelu, skręcając krostkę

Tu jeszcze polecę link do małego ale ważnego wpisu :

Ubezpieczenie wyjazdu na Słowację – nie lekceważ go.

Wracając jednak do tematu głównego, teraz już mam na stałe wykupione ubezpieczenie roczne, jednak czasem zabieram na wyjazd znajomych, czy inne osoby, które potrzebują ubezpieczenia. Wtedy albo podsuwam im świetny pomysł na wykupienie bezpiecznego powrotu z PZU, albo jeżeli w konkretnym przypadku się to nie kalkuluje, z racji na zbyt rzadkie wyjazdy danych osób – korzystam z portalu Rankomat.pl . Szybko i sprawnie mogę porównać tam oferty wielu firm i wybrać tę, która w mojej ocenie jest najlepsza. Pamiętajcie tylko, jeżeli zdarzyło by wam się dokonywać zakupu ubezpieczenia w Rankomat.pl lub na innej porównywarce, nie bierzcie najtańszej opcji. Często wystarczy dopłacić 3 – 7zł, na kwocie rzędu 50 – 80zł, by mieć dwa razy większe sumy gwarancyjne i renomowanego ubezpieczyciela, a nie jakąś dziwną firmę.

Natomiast bardzo ważną zaletą portali do zakupu ubezpieczeń online jest to, że możemy je kupić w ostatniej chwili, nawet parę godzin przed wyjazdem – co kilka razy ratowało mi „królewski zad”.

Teraz, po nudnym fragmencie, opowiem wam jeszcze jedna przygodę związaną z ubezpieczeniami w podróży.

Po trzech tygodniach podróży po Hiszpanii, docieram na zatłoczony kemping pod Barceloną, skąd rano lecimy do Polski. By mieć trochę prywatności, parkuje z pomocą szwagra nasze małe wypożyczone autko pomiędzy dwoma sosnami. Po dwudziestu manewrach: przód, skręt, tył, skręt, przód, skręt, tył… udało mi się wcisnąć między dwa drzewa i zostało nadal tyle miejsca, by otworzyć bagażnik. Auto osłania nasz namiot od ruchliwej alei na kempingu, blokując wejście do naszego fragmentu pola namiotowego.

Rano szybkie pakowanie, bagażnik zawalony pod dach, namioty karimaty itp… Wsiadam , widzę drzewo przed maską. Wrzucam wsteczny wciskam gaz. Łu – bu – du – bu, szyszki spadają na dach , auto stoi, silnik wyje. Walnąłem w drzewo, które miałem z tyłu. W porannym pośpiechu zapomniałem o nim i o tym, jak wczoraj ciężko było zaparkować. W lusterkach bocznych drzewa widać nie było, a środkowe lusterko skutecznie wprowadzało mnie w błąd, pokazując tylko bagaże.

Na szczęście, wynajmując auto wykupiłem ubezpieczenie wolne od udziału własnego w szkodach. Standardowo, udział własny przy wypożyczeniu auta wynosi około 1000 euro. Jest to tak zwany „Excess”.

Wiele osób, wypożyczając auto nawet nie wie, że będzie odpowiadało do pewnej kwoty za szkody na pojeździe, bo przecież kupuje pakiet „Full Insurance” – pełne ubezpieczenie, są tam wybite szyby, naprawa opony itp. Są spokojni, a gdy dochodzi do pojawienia się w-gniotki, bo ktoś zaparkował pod marketem wózek na drzwiach naszego auta z wypożyczalni, nagle dowiadujemy się, że naprawa kosztuje 1500 euro, z czego 1000 euro musimy pokryć z naszej kieszeni.

Dlatego zawsze warto dokładnie doczytać, czy ubezpieczenie wypożyczanego auta – nawet jeżeli ma informacje, że jest pełne – zwalnia nas z odpowiedzialności z tytułu udziału własnego „Excess”, a jeśli nie, to należy je poszerzyć o taką opcję – każda wypożyczalnia to oferuje. Zapłacimy trochę więcej za ubezpieczenie, ale mamy spokój.

O ile nie jedziemy na trasie lotnisko – hotel, hotel – lotnisko i potem auto stoi tydzień na podziemnym parkingu, tylko jedziemy na wyprawę w czasie której dużo podróżujemy, to przynajmniej w moim przypadku, raz na trzy wypożyczenia auta, mam jakąś sytuacje, gdzie auto doznaje jakiegoś uszkodzenia. Raz są to atakujące kamienie na górskiej szutrowej drodze, kiedy indziej ktoś, kto obdarł lakier na mieście, czy znowu ja po prostu rozbiłem lampę cofając wieczorem uderzając w niski słupek.. Każde z tych uszkodzeń jest tym, których usunięcie byłoby powiązane z udziałem własnym w ich usunięciu, będącym po mojej stronie. Dzięki ubezpieczeniu wracam, nie ponosząc dodatkowych kosztów.

I na koniec ostatnia historia pod tytułem – czujność !!

Jadę autostradą w Bośni ( moim autem ) zwiedzić miejscowość Trawnik. Dojeżdżam do zjazdu , wrzucam migacz, to samo robi jadąca przede mną Toyota Land Cruiser. Na liczniku mam około 110 km/h , zaczynamy hamować przed ślimakiem zjazdowym – gdy nagle, ni stąd ni z zowąd – kierowca Toyoty ostro dociska hamulec i auto staje prawie w miejscu. Ja natychmiast robię to samo, mam około 80 km/h , grają ABS – y. Moje dociążone na maksa auto wyhamowuje 20 cm od zderzaka Toyoty. Uffff… W tym momencie bum !! Cios przychodzi od tyłu, Renault 19 nie miało systemu abs, miało za to 20 lat i łyse opony. Dlatego zatrzymało się dopiero na moim zderzaku, niszcząc go oraz częściowo zaginając klapę bagażnika.

W tym momencie z Toyoty wyskakuje jakaś Pani, przeskakuje bariery energochłonne i znika na zjeździe z autostrady, Toyota dojeżdża dalej, a ja zostaję z klopsem. Nie ma to ja wysadzić kogoś w dobrym miejscu.

Wychodzę z auta, nie wiem jaka będzie reakcja kierowcy, który wjechał mi w „tyłek”, biorę więc aparat i przymierzam się, by na wszelki wypadek, zrobić fotkę auta, które mnie walnęło. Gość wysiada z komórką w ręce, mówi że nie trzeba robić zdjęć i że już będzie dzwonił po pomoc.

Ubezpieczenie turystyczne ubezpiecznei na wakacje nie zapomnij o ubezpieczniu 001

Opuszczam aparat ale profilaktycznie w trakcie tego ruchu pstrykam jedną fotkę – a co mi szkodzi.

Ja mówię że zadzwonię na policje, dzwonie na 112, proszę o połączenie z policją. Policjant nie mówi po angielsku, daję więc telefon kierowcy, który mnie walnął. Rozmawia dwie trzy minuty i mówi, że policja przyjedzie za 7-10 minut i że kazali nam zjechać z autostrady i czekać na poboczu drogi lokalnej. Wsiadamy do aut, zjeżdżamy z autostrady, ja parkuję, a mój sprawca wypadku dociska gaz i ucieka w siną dal.

Policja nie dociera przez 20 minut, po 30 minutach ktoś przejeżdża, pomaga nam wezwać policję, potem spędzamy dzień na posterunku i ratuje nas zdjęcie, które zrobiłem. Policja bierze je jako dowód i będzie ścigać kierowcę, a my dostajemy dokumenty, które będą podstawą skorzystania z ubezpieczenia sprawcy do pokrycia kosztów naprawy auta.

Nauczka – czasem ktoś może spowodować nieszczęśliwy wypadek i nie koniecznie musi być uczciwy. Pamiętaj – od razu dokumentuj każde zdarzenie, zrób zdjęcie lub nagranie efektów wypadku, wizerunku sprawcy i – w razie możliwości – jakichś dokumentów. Nigdy nie wiadomo, co i kiedy się przyda.

Mam nadzieje, że wpis się podobał, jeżeli tak, lub jeśli masz jakieś pytania, czy uwagi, zapraszam do komentowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

*

*