Jordania – kraj uśmiechniętych ludzi
Kawa z kardamonem od ulicznego sprzedawcy, w małej kawiarence czy hotelu. Cudowny smak który na zawsze będzie kojarzył mi się z Jordanią – a ja przecież nienawidzę kardamonu.
Zacznijmy jednak od początku, zaraz po wylądowaniu musimy zderzyć się z kilkoma problemami.
Najpierw kolega, ma problemy z paszportem, świeci się na czerwono na monitorze i celnik nie chce mu wbić wizy i go wpuścić do Jordanii. Po około 20 minutach wyjaśniania o co chodzi, sprawdzania paszportu i wykonaniu szeregu innych czynności, finalnie wygrywamy i wszyscy jesteśmy już oficjalnie w Jordanii. Teraz jest czas na kolejny problem. Ponieważ przylecieliśmy w siedmioosobowym składzie, zarezerwowałem dużą 7-mio osobową Toyotę Land Cruser. W wypożyczalni jednak wydaja mi Mitsubishi Pajero, które jest dużo mniejsze a przy rezerwacji o 30% tańsze. Kolejne pół godziny walki z wypożyczalnią, która jest niestety nie do wygrania. W regulaminie wypożyczalni oba samochody są traktowane jako auta tej samej klasy, by dostać Toyotę musielibyśmy dopłacić dodatkowe 50% ceny – już nie małej – za którą wynajmujemy auto. Odpuszczamy, z niesmakiem bierzemy Pajero i wreszcie po długim upychaniu się z bagażami opuszczamy lotnisko. I na dobry start mijamy market IKEA.
_
Zaraz potem przejeżdżając obrzeżami Ammanu zatrzymujemy się na kawę, u przydrożnego sprzedawcy. Kawa w Jordanii, to coś co zapamiętuje się na zawsze. Serwuje się ją z domieszką kardamonu, mocną, gęstą, parzoną w tygielku, z dodaną dużą ilością cukru. Smak powala, zwłaszcza w połączeniu z otoczeniem w którym ja pijemy.
_
Jak pisałem nie lubię kardamonu a w Jordańskiej kawie smakował mi tak bardzo że kupiłem taką kawę do domu. Niestety tak jak wiele innych produktów spożywczych przywiezionych z wyprawa czy potraw robionych według przepisu z jakiegoś zakątka świata, w Polsce kawa ta nie smakowała już tak jak w tych wszystkich miejscach gdzie piliśmy ją w Jordanii. Po naładowaniu – za pomocą kawy – naszych wewnętrznych baterii, zrzucamy z siebie całe zmęczenie dotychczasową podróżą – poranna pobudka, dojazd na lotnisko, lot, odprawa wizowa, wynajem auta… Jesteśmy gotowi rozpocząć naszą przygodę z Jordanią.
Na początek kierujemy się nad morze martwe.
Chcemy spędzić tam dzisiejszy dzień, i sprawdzić na własnej skórze czy faktycznie nie da się tam utonąć. Ja podchodzę do tej atrakcji sceptycznie.

_
Kąpać można się tylko na specjalnych wyznaczonych płatnych plażach, które nie są tanie. Dodatkowo jakoś nie mam przekonania, że pływanie w wodzie tak słonej, że jak wpadnie do oka to jest to dramatyczna sytuacja. Straszny ból i niemal akcja ratunkowa, może być fajne tylko dlatego, że woda ma dużą wyporność. No może dla dzieci będzie to fajne. Nic bardziej mylącego. Okazało się że jest to naprawdę super doświadczanie. Woda ma tak dużą wyporność, że gdy wejdziemy tak do pasa to ciężko jest już ustać ponieważ woda wypiera nasze nogi do góry. Łapanie równowagi, balansowanie ciałem, próby pływania i niesamowite unoszenie się na wodzie to jednak przednia zabawa.
Nasze Panie korzystają też przy okazji z możliwości zrobienia sobie maseczek z błota z morza martwego na całe ciało. Szybko zmieniają kolor, pokrywając się w całości czarnym specyfikiem. Dziewczyny cieszą się z tego, jak wspaniała będzie teraz ich skóra, a ja z fajnych zdjęć które udało mi się im zrobić.
_



Z perspektywy czasu muszę szczerze powiedzieć że kąpiel w morzu martwym to super sprawa i będąc w Jordanii warto spróbować takiego relaksu. Ciekawostką jest też że może martwe leży w bardzo dużej depresji, konkretnie to największej na świecie. Tafla wody jest położona mniej więcej na rzędnej: -430 m. p. (poniżej) p. m.
Z końcem dnia docieramy do naszego hotelu w Ammanie i udajemy się na nocny spacer po współczesnej części miasta. Głównym celem naszego spaceru, jest chęć zjedzenia dobrej obiadokolacji, ponieważ cały dzień przetrwaliśmy tylko na drobnych przekąskach i teraz rolę przewodnika po Ammanie, przejęły nasze głodne żołądki i stanowiące kompasy wskazujące skąd ładnie Pachnie przyszłą kolacją.


_
Ostatecznie wieczór kończymy pyszną kawą z kardamonem i fajką wodną shisha. Po całym dniu towarzyszy nam refleksja że Jordańczycy to bardzo mili i wiecznie uśmiechnięci ludzie. Niezależnie czy jest to sprzedawca kawy na ulicy, przypadkowo zaczepiony przechodzień, celnik, czy osoba z obsługi stacji benzynowej. Zawsze możemy liczyć na uśmiech i chęć pomocy, co sprawia że w Jordanii świetnie się czujemy i wiemy że będzie to bardzo udany wyjazd.




