Karelia – Wyspa Kiży i duża ryba na którą polujemy z Piotrkiem od dawna..
Duża ryba – polujemy na nią z Piotrkiem od początku wyjazdu. Jak tylko jest choć 10 minut nad wodą to wykonujemy parę rzutów spiningiem. Ciągle nic nie łowiąc. Dziś rano Piotrek powiedział że wyjazd jest super tylko przydało by się jeszcze złowić w końcu jakąś rybę. Już raz prawie się udało dziś rano przed śniadaniem bo okoń uderzył ale się wypiął przy holowaniu.
Po śniadaniu poszliśmy jeszcze na 15 minut na molo do Andrieja. Wąskie długie molo zlokalizowane jest między trzcinami – dobre miejsce na okonia i szczupaka. Andriej popatrzył na nasze przynęty i wytypował dwa woblery jako pewniaki na okonia. Rzucamy, rzucamy, rzucamy… Znowu nic. Po 20 minutach ( niestety na wędkowanie nigdy nie mamy za wiele czasu) mamy już się zwijać, jednak jeszcze zapinamy niezawodne blachy mepss w biało czerwone paseczki. Dwa rzuty i Piotrek zacina, wędka gnie się w charakterystyczny pałąk i zaczyna pulsować, Piotrek zaczyna holowanie. Ryba walczy przez chwile, parę razy mocniej odchodzi w stronę trzcin, kołowrotek terkocze zwalniając żyłkę, jednak Piotr holuje rybę coraz to bliżej i bliżej do brzegu mola i finalnie wygrywa walkę. Szczupak jest jego. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i ryba wraca do jeziora, by szybko i bezgłośnie odpłynąć w toń jeziora. Teraz wyjazd jest już w pełni udany.
_
Kiży – Po śniadaniu i owocnym wędkowaniu oraz spakowaniu obozu wreszcie czas popłynąć na Kizy, czyli zrobić to, po co tu przybyliśmy.
Idziemy do Andrieja, i meldujemy gotowość. Jesteśmy umówieni na 500 rubli od osoby i zaczynamy pakować się do łodzi. Ponieważ jesteśmy dużą grupą, nie popłyniemy małą motorówką a większą tradycyjną drewnianą łodzią, która wygląda świetnie. Andriej ustawia nas na łodzi według wagi by symetrycznie rozłożyć obciążenie. Łódź jest dociążona na do maksimum, woda jest 5 cm poniżej pawęży, silnik pracuje ( szkoda że nie płyniemy pod żaglem ale nie można mieć wszystkiego), suniemy przez spokojne zalane słońcem jezioro. Wiatr owiewa nam twarze – później będziemy czuli efekt tego wiatru w postaci lekkiego przewiania. Dopływamy do wyspy do przystani przy kasach, umawiamy się na odbiór na telefon z innej ( zamkniętej – nieoficjalnej ) przystani dzięki czemu będzie mniej chodzenia.
_
Sama wyspa, przepiękna, funkcjonuje w formie skansenu, świetnie zorganizowanego. Warto tu popłynąć i zwiedzić to miejsce. Poniżej link do portu z którego wodoloty pływają na Kiży z Petrozavodska.
Ja jednak szczerze polecam Andrieja i jego super łódź. Wodolot to jednak dobra opcja dla tych osób, które nie mają zacięcia do jazdy po szutrach i błotach.




Poniżej jest natomiast namiar do Andrieja . Jeżeli ktoś chciałby się umówić z wyprzedzeniem.
Sama wyspa Kiży i jej zwiedzanie – fantastyczna sprawa !! Jest to miejsce które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Kareli. Na wyspie urządzono przepiękny skansen, dobrze zorganizowany i pomimo dużego ruchu turystycznego nadal odwiedzający czuje się w nim świetnie. A to jak było i co czuliśmy najlepiej oddadzą zdjęcia z poniższej galerii:






Na wyspie poza najbardziej znaną świątynią , jest jeszcze szereg innych obiektów architektury drewnianej które można zwiedzić i obejrzeć. Całość wyspy powoli zamienia się w skansen architektury drewnianej.










Po zwiedzeniu Kiży udaje nam się uciec z wyspy przed wielką zlewą. Żegnamy Andrieja, sprawnie w 40 minut nawigujemy ASX-a żeby wyjechał po wybojach i teraz zostaje tyko lub aż dojazd na uprzednio upatrzony nocleg nad jeziorem po drodze na północ.
Plan mamy świetny, mieliśmy robić na raz 700 km do parku narodowego „Paanajarwi” jednak ponieważ już posypały się wcześniejsze plany to teraz rozbijamy go na dwa po 300 km i 400 km. Dziś ten 300 km na końcu z szuterkiem nad jezioro na miły urządzony biwak. Po drodze jemy dobry obiadek, kontrolujemy olej w reduktorze – rosyjski olej uszczelnia coraz lepiej to co ciekło i powoli po każdej dolewce wyciek jest coraz mniejszy.
Lepiej dobrze podróżować niż dotrzeć do celu, czyli o tym jak wszystko zaczyna się sypać.




I teraz jak zwykle, miało być dobrze a wyszło jak zawsze, przy remoncie drogi na Murmańsk zlikwidowano zjazdy w leśne szutry i zastąpiono ostrą skarpą podbudowy drogi. Po kilkunastu próbach znalezienia przyjemnego noclegu i potem po następnych kilku oraz godzinnym pokonywaniu 10km remontu w ruchu wahadłowym, jest druga w nocy i musimy zjechać zanocować na stacji benzynowej miedzy tirami. Na szczęście jutro mamy tylko 350 km do parku narodowego z czego 200 super drogą na Murmańsk więc będziemy na miejscu około 13:00. całe popołudnie na odpoczynek potem dzień wolnego – będzie super !!


