To maleństwo pozwoliło odwiedzić nam Murmańsk, zobaczyć lodołamacz o napędzie atomowym „Lenin” i zanocować w pustelni,
a było to tak… Dzięki temu maleństwu, a jest to igiełka z łożyska wału które się rozpadło i unieruchomiło naszego Land Rovera, mieliśmy okazje (czytaj: musieliśmy) zmienić plan podróży i zawitać do Murmańska.
Wczorajsza noc była mokra, popołudnie zresztą też. Ryb nie złowiłem. Generalnie koniec dnia upłynął na nudzeniu się w namiotach, czytaj błogiego lenistwa ciągu dalszym, gra w karty, planowanie trasy i tylko wino za szybko się skończyło a do sklepu hu.. huu… wiele kilometrów a padało.
_
Dziś rano szybkie pakowanie w deszczu i mokrzy ruszyliśmy do Murmańska.
_
Droga przeleciała szybko i bez dodatkowych przygód a jedynie pod hasłem „oszczędzamy tylny wał i most ” czyli zero dynamiki w jeździe zwłaszcza przy ruszaniu i rozpędzaniu naszego bolida.
_





_
Na wjeździe do murmańska podjeżdżamy do pierwszego mechanika i pytamy o naprawę wału. Bardzo miły i pomocny pracownik mówi że u nich musielibyśmy poczekać 2-3 dni ale jest firma specjalizująca się w wałach w Murmańsku, i pomaga nam ją namierzyć.
Po 5 minutach jedziemy już do firmy „Cardan Servis”. Wszystko wygląda super, piękny szyld, mili i pomocni panowie, opisuję problem i dostaję odpowiedź:
„Panie , Land Roverem , do Rosji !! , a części od Toyoty Land Cruser lub Jeep-a tu podejdą ?? No może być kiepsko ale zobaczymy.. ”

_
Finalnie po 5 minutach wiem że mają część (łożysko wału ) którego szukam. Mówią że muszą jeszcze ustalić czy da się zregenerować mój wał bo bolec jest pod-fatygowany. Dają znać że do godziny zadzwonią i ostatecznie dadzą znać czy i w jakim zakresie mogą pomóc.
O.K. my w tym czasie Jedziemy na obiad i wymienić pieniądze.
Obiad jest rewelacyjny. Na obrzeżach miasta na blokowisku niedaleko serwisu trafiamy na restaurację pięknie urządzoną i z jak się okazało fenomenalnym jedzeniem. Jeżeli będziecie w Murmańsku to polecam to miejsce na obiad:
Finalnie z Kardan Servis po obiedzie mieliśmy jeszcze małe przejścia, i nieprzyjemną sytuacje, ale ponieważ Ja zawsze wolę wspominać dobre chwile a te gorsze zapominać i ruszać dalej to nie będę się tu na ten temat rozpisywał. Wał został naprawiony, zamontowałem go w aucie i jesteśmy gotowi do drogi ku nowym przygodom..
Ale jesteśmy w murmańsku więc warto coś zobaczyć, tylko znowu nieszczęśliwie jest poniedziałek i wszystkie muzea zamknięte.
Podjeżdżamy jednak do portu by chociaż z zewnątrz obejrzeć pierwszy okręt z napędem atomowym – lodołamacz „Lenin”

_



_

_
Statek prezentuje się bardzo ładnie i szkoda tylko że nie dało się go zwiedzić wewnątrz – jak ja nie lubię poniedziałków, to już drugi okręt na tej wyprawie na który nie udało się wejść bo jest poniedziałek.
Po wizycie w porcie udajemy się do aut i ruszamy dalej ponieważ Murmańsk jest strasznie przygnębiającym miastem i nie zachęcił nas do dłuższej wizyty i bardziej dokładnego poznania. Murmańsk został natomiast numerem 1 na naszej liście najbrzydszych i najbardziej przygnębiających miast jakie odwiedziliśmy i uważamy że warto odwiedzić Murmańsk by właśnie poczuć ten klimat osobiście.

_
Teraz zostało tylko 150 km na nocleg. Celujemy w wypatrzone na mapie pustelnie kilkadziesiąt kilometrów przed granicą z Finlandią.

Po drodze jakieś 60 km od granicy, trafiamy na punkt kontroli granicznej. Pogranicznicy chcą nas cofnąć na noc do Murmańska, bo przejście jest juz nieczynne. My jednak mamy plan na nocleg na dziko nad rzeką i naciskamy oraz negocjujemy żeby nas puścili. Finalnie czekamy 10 minut na zgodę z dowództwa, że można nas przepuścić i pozwolić zanocować w strefie przygranicznej. W międzyczasie rozmawiamy z pogranicznikami i ciekawszy fragment rozmowy układał się tak:
– pogranicznik – spanie w namiocie .. Hmm… a niedzwiedzi się nie boicie ?
– ja (żartobliwym tonem ) – nie będziemy głośno to one się będą bały .
– pogranicznik ( bardzo poważnie) – ale macie coś na niedźwiedzie. To pamiętajcie jeszcze żeby jak będziecie iść spać, głośno puścić radio żeby nie podchodziły jak śpicie.
Zrobiło nam się troszkę mniej wesoło, bo biwak z niedźwiedziami nie był tym czego oczekiwaliśmy. A my na niedźwiedzie mamy przecież tylko gaz pieprzowy, ale taki na psy – bo ten dedykowany na niedźwiedzie był cholernie drogi, i racę morską sygnalizacyjną by je odstraszyć – w sumie w „Jurasic Park” zadziałała dobrze na wielkiego T-Rexa (chociaż teraz z perspektywy czasu przypominam sobie że tam ona wabiła tego dinozaura) więc na niedźwiedzia też będzie ok. .. taki mieliśmy plan 🙂
Po 15 minutach od kontroli granicznej jedziemy już szutrem do pustelni. Trafiamy do miejsca gdzie kiedyś był ośrodek wypoczynkowy z domkami (teraz popadającymi w ruinę ). W jednym wyremontowanym świeci się światło i wychodzi z niego mężczyzna ponad dwa metry wzrostu barczysty widać że silny jak „człowiek niedźwiedź”. Mógłby ręką drwa rąbać.
Pytamy o możliwość noclegu gdzieś tu pod namiotami. Dwa psy które biegały koło nas teraz w pozycji bojowej warczą w stronę lasu. Mężczyzna mówi że pałatka (namiot) niby ok , ale z dziećmi … Przecież te niedźwiedzie… i deklaruje że załatwi nam domek.

Chwilę później trzaska ogień w stalowym piecyku, namioty i inne mokre rzeczy suszą się w cieple.
W domku mamy prycze ale dziewczyny zabroniły z nich korzystać ze względów sanitarnych i spać będziemy w części dziennej na podłodze. My szykujemy spanie i kolacje, ogień trzaska, Rafu gra na znalezionej harmonii..
_
_
a domek niezauważalnym ale stałym znanym tylko sobie tempem nadal ulega rozpadowi i powoli osuwa się ze zbocza na którym stoi do rzeki która niebawem go porwie ku całkowitemu zapomnieniu. Jesteśmy w miejscu gdzie przyroda powoli wypiera ludzi i zamazuje ślady ich bytności w tym miejscu.

_
Jest to jeden z fajniejszych noclegów w klimacie rodem z horroru bo taki nastrój panuje w tym domku i ośrodku zagubionym w lesie, czasie i przez czas pożeranym. Jest tu sporo osób, z początku pomyśleliśmy że to drwale, ale po kilku rozmowach wiemy że to grzybiarze i wędkarze którzy są tu by jak to określili: „pooddychać „. Jest świeże powietrze, woda, las, cisza i spokój absolutny czas stoi w miejscu, nie ma tylko zasięgu telefonów , czy internetu. Tu da się oddychać, i my to właśnie robimy zasypiając.





