Wszystko czego nie lubimy czyli Kanion Ruskeala i Vodopady Akhinkoski. Inaczej pisząc – atrakcje Kareli które nas rozczarowały.
Gdy podróżujesz zdarzają się też takie momenty w których trafiasz w miejsca które miały zachwycić i oczarować, a rzeczywistość odczarowuje zdjęcia które oglądałeś w internecie i przewodniku, i gdy już jesteś w takim miejscu czujesz że to nie to … W tym wpisie dwa takie miejsca z naszej ostatniej wyprawy.
Pierwsze z takich miejsc to wodospady Akhinkoski, miały być piękne wodospady a po dotarciu na miejsce okazało się że są to raczej większe progi wodne niż wodospady. W dodatku cały urok tego miejsca – bo na pewno kiedyś było urocze został przytłoczony przez ścieżki, mostki i tłumy turystów chcących odwiedzić to miejsce. Pomimo iż infrastruktura jest fajna, dobrze zorganizowana to przytłoczyła główna atrakcje i dla mnie zabiła urok tego miejsca.
Duży plus, da się tu jeszcze kupić pamiątki które nie są made in china, a nawet jeżeli są bo pewności nie ma to prezentują przyjemną estetykę i formę wykonania. Osobiście jednak nie polecam odwiedzin tego miejsca.

_
Drugim miejscem w kategorii „rozczarowanie wyjazdu” jest kanion Ruskeala, notabene zlokalizowany kilka km obok przywołanych powyżej wodospadów. W internecie i przewodnikach zobaczymy piękne zdjęcia, zieleń , skały , woda.. Mniej więcej takie jak te dwa moje poniżej lub ładniejsze:
_
_
Mamy pewność że jedziemy w piękne dzikie miejsce a trafiamy w dziki tłum turystów, akwizytorów i szpony komercji.
_
Na miejscu jest kosmiczna ilość ludzi, sama trasa jest ładna widokowo ale tak zatłoczona że nie ma przyjemności obcowania z przyrodą, jezioro jest tak skomercjalizowane łódkami, tyrolkami, skokami bungie i wszelkimi innymi atrakcjami że wiele traci ze swego pięknego wyglądu. Dodatkowo jest straszny zgiełk oraz hałas. Ponownie miejsce ładne ale ponieważ stało się popularne zagubiło swą atrakcyjność.
Oba miejsca to przykład tego czego nie lubię i co omijam podczas podróży. Miejsc które są już tak „zoptymalizowane” i „dopracowane” że właściwie będąc w nich nie czujemy i nie cieszymy się tym miejscem a jesteśmy jedynie przepchnięci przez infrastrukturę obsługującą takie miejsce. Nie oznacza to że omijam popularne atrakcje, bo jest szereg miejsc tłocznych i skomercjalizowanych w które warto pojechać, ale są takie w których popularność nie pomogła a zaszkodziła – przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie.
Na szczęście na koniec dnia dotarliśmy do małej osady nad jeziorem gdzie udało nam się znaleźć gospodarza u którego mogliśmy za biwakować , przywitał nas piękny zachód słońca i powędkowaliśmy z molo. było pięknie.
_
_
A tu nagle niespodziewanie Rafu wytargał z box-a dachowego GITARĘ !!
Tak Rafu to GOŚĆ !!
który przez 4 tyś. km targał gitarę ukrytą w boksie, by nagle wyskoczyć z nią wieczorem nad jeziorem gdzieś w Rosji w części Kareli głęboko zaszytej w lasach . To był cudowny biwak i fantastyczny koniec dnia, i to wcale nieprawda że komary tak gryzły że spać się nie dało !!




