Zabobony i przesądy, ratują nam tyłek w dziczy Rosyjskich lasów. Potem już spokojnie jedziemy do Finlandii !!
Wstajemy wypoczęci, jest 7:30 , w domku straszny ziąb, piec wygasł w nocy i całe ciepło już się rozeszło po kątach i szparach zapychając wszelkie nieszczelności naszej pustelni.
Rozpalamy piec, grzejemy domek, gotujemy wodę na kąpiel i zaczynamy pakowanie do wyjazdu. Planowo o 9:00 wyruszamy w dalsza drogę.


Bach !! Pada kolejny cios ze strony auta. Land Rover nie reaguje na pilota, nie rozbraja się alarm oraz immobilizer i auto nie odpala. Próbujemy wszystkiego co przychodzi nam do głowy i nic. Próbujemy już nie tylko my ale i kilka osób które chciały pomóc obudzone delikatnym dźwiękiem klaksonu naszego auta dudniącym po okolicy dzięki uprzejmości alarmu który korzysta z klaksonu przy każdej nowej próbie uruchomienia auta.
Jest już 11:00. I nic pół auta rozebrane, odcięty klakson by nie wył przy kolejnych próbach odpalenia, auto przepchnięte w inną pozycję by nic nie zakłócało czujnika odbierającego fale radiowe z pilota ( czasem to pomaga – przećwiczyłem przed wyjazdem ), zdjęta podsufitka by dostać się bezpośrednio do odbiornika fal z pilota gdyby coś zakłócało komunikacje, odłączony akumulator na ponad godzinę by zresetować elektronikę jeśli coś się zawiesiło, potwierdzone ( książka serwisowa) że nie ma szans wyłączyć i obejść tego nieszczęsnego alarmu. Rosjanie próbują przez telefon satelitarny zadzwonić do Murmańska po poradę jak uruchomić to auto ale mają problemy z połączeniem. Sytuacja robi się napięta, powinniśmy już być w trasie a tu szykuje się akcja pod tytułem wyjazd 160 km do murmańska po kogoś kto będzie umiał uruchomić auto, potem odwiezienie go , masakra. Dodatkowo odkrywamy że właśnie dziś kończy nam się wiza Rosyjska, wydawało mi się że mamy jeszcze dwa dni, a jednak nie.
Jest już 11:30 , przychodzi do mnie Jola i mówi:
– Michał, za radą Gerarda zawiązałam czerwoną kokardkę na aucie spróbuj teraz.
Uśmiecham się z powątpiewaniem – przecież takie czary mary w życiu nie zadziałają. Bez przekonania podłączam akumulator, naciskam przycisk pilota, słyszę: klik-klik !! auto otwiera zamki, alarm rozbraja się, wkładam kluczyk do stacyjki przekręcam auto pali na dotyk. Można jechać. Dzięki Gerard !!
O 12:00 żegnamy się dziękujemy za gościnę i pomoc z autem po czym opuszczamy pustelnie wyjeżdżamy w kierunku Finlandii.






12:30 Kolejny problem pojawia się na granicy, Rosjanie wykryli błąd w wizie Tosi, jak by nie było jest to dziewczynka a w wizie jest wpisane że jest to chłopiec. Generalnie po godzinie konsultacji , ustaleń telefonicznych z kimś… gdzieś… Przekraczamy granicę i jesteśmy w Finlandii, ku mojej uciesze udało nam się przewieźć trochę kontrabandy żywnościowej, bo Finowie byli bardziej zainteresowani meczem, niż sprawdzaniem czy nie wieziemy przez granicę pysznej rosyjskiej żywności 🙂
Czytaliśmy że podobno nie da się odwiedzić północy Finlandii i nie spotkać renifera. Pierwszego renifera spotykamy już 600 m od granicy, potem spotkamy jeszcze tysiące kolejnych – renifery wszędzie aż do znudzenia 🙂




O 14:00 robimy przerwę na obiad w stylu cygańskim, szybki skręt w leśną drogę, dziewczyny gotują przy autach, dookoła wypakowana kupa betów, dzieci gonią w lesie, Piotrek łowi ryby – tak łowi za pierwszym rzutem szczupak !! , ryba wraca do wody ,młody robi jeszcze dwa rzuty i stwierdza że już dość będzie się cieszył tą jedna rybą i zaczyna gonić z pozostałymi dzieciakami. A gdzieś pośród tego wszystkiego Rafał gra na harmonii. Harmonia zapomniałem wspomnieć. Jak ja walczyłem z autem Rafu kupił od opiekuna tego ośrodka harmonię która była w domku w którym nocowaliśmy. Musiał coś tam powyrzucać z auta żeby było miejsce na jej zabranie, wiec przez moment miski i jakieś worki latały jak filety rybne, ale koniec końcem „harmoszka” weszła do auta.





O 00:15 docieramy do miejscowości z której jutro pójdziemy na Kinnarodden. Po drodze najpierw remont, czekamy 30 min ruch jest wahadłowy i za każdym razem przed autami jedzie samochód pilot !!

Z dodatkowych przygód, jeszcze tylko 45 min. zajęło nam łatanie knotem dziury w oponie Rafała – wynik czasowy naprawy uzyskaliśmy jak podczas pit-stopów w formule 1 zwłaszcza ze 15 min zajęło wywalanie klamotów z aut żeby dokopać się do knotów. Finalnie koło załatane więc ruszamy dalej, a przy okazji mamy piękne zdjęcie które zrobiliśmy łatając koło.
Teraz na koniec dnia została jeszcze tylko godzinka szukania dobrych krzaków na nocleg i można iść lu lu.




