Noc jak co dzień. Standardowo po 22:00, zaczynamy szukać fajnego noclegu gdzieś w lesie i najlepiej nad wodą…
Dwie noce będziemy jeździć ale znajdziemy fajny nocleg, i to przed północą żeby wyspać się w przyjemnym miejscu.
I jak zawsze udało się a do tego wyjątkowo szybko. Już o 22:45 docieramy na wpół zorganizowane bezpłatne miejsce biwakowe w środku lasu nad jeziorem.
Są przygotowane miejsca pod namioty lub kampery, ujęcie wody – niepitnej, na studni wisi w tej sprawie stosowny certyfikat, ale sam zapach wody kwalifikuje ją wyłącznie do mycia się. Jest też latryna i wiata z grilem.
Jedyne minusy tego miejsca to kwitnąca obecnie woda w jeziorze nie nadająca się do kąpieli i to że jest już 22:30 a jutro już od 8:00 rano musimy zaczynać ewakuacje by mieć jak najwięcej czasu w Helsinkach.
Zatem szybkie rozbicie, kolacja i o 00:30 mówimy dobranoc wszystkim.

_
Rano robimy szybkie śniadanko, grzanie wody na kąpiel, suszenie namiotów i płacht biwakowych – w nocy niestety porządnie nas zlało a teraz wyszło troszkę słonka i jest szansa na lekkim wietrze podsuszyć się by rzeczy nie gniły mokre w aucie. Następne rozbijanie obozu dopiero za dwa dni.

_
Po spakowaniu z należytym poślizgiem ruszamy w drogę do Helsinek. W aucie dalej suszymy grzyby – dzieci strasznie „cieszą” się że w ich przestrzeni życiowej i nie mogą doczekać aż grzyby wysuszą się i znikną od nich. Dodatkowo zauważam że Polska flaga na naszej antenie od CB już jest trochę pod-fatygowana, podróż nadszarpnęła jej kondycję, a le zakładam że wróci z nami pod dom.


_
Jadąc po drodze mijamy malownicze gospodarstwa z drewnianą zabudową malowaną na czerwono zawieszoną gdzieś pomiędzy błękitem nieba i złotem pól. Obrazki jak z pocztówek reklamujących Finlandię.
